No to tak. Nie chce mi się pieprzyć teraz z wyglądem,jutro porpacuje. Po prostu chciałam jak najszybciej to dodać. Mam nadzieję, że się spodoba, mój pierwszy Kellic, bla bla bla bla bla. Miłej zabawy, przepraszam za błędy. KOMENTUJECIE itepe Nansi :3
Matko, kobieto
pieprzysz się z Victorem Fuentesem, nie z maszynką, która bierze od godziny.
Dziewczyna pode mną w końcu zaczęła dochodzić. Nareszcie. Nie będziemy tu
siedzieć przecież całą noc, prawda? A tak, ona myśli że u niej zostanę. Jak ona
miała w ogóle na imię? Zaraz sobie przypomnę. Naprawdę, próbowałem, ale jej
jęki nie pozwalały mi się skupić. Po
chwili zaczęła cichnąć. Skończyłem swoja robotę i wstałem. Założyłem swoje
bokserki i zabrałem się za ubieranie spodni.
-Wybierasz się gdzieś?-Spytała.
-Muszę wracać do domu, ale zadzwonię rano-ta, jasne, Victor.
-Zostawisz biedną Patrice samą?-Och, to tak miała na imię.
-Patrice będzie czekać na telefon i później będzie szczęśliwa.-Haha, no po prostu sam nie mogę z tego co właśnie mówię.
-No dobrze.- Wstała i owinęła się kołdrą. Dała mi całusa, a ja zapiąłem koszulę, poprawiłem włosy i wychodząc założyłem czapkę do tyłu. Zadowolony wyszedłem z jej domu. Tylko gdzie ja jestem? Przekląłem w myślach i uruchomiłem nawigację w telefonie, tam odnalazłem drogę do domu. Byłem dość pijany, więc było trochę ciężko, ale w końcu dotarłem. Było koło 1 w nocy. W kuchni paliło się światło. Zapewne to mama jeszcze nie spała. Stanąłem przed budynkiem żeby wypluć gumę, którą żułem, gdyż spodziewałem się, że moja rodzicielka jeszcze będzie na nogach. Wiem, że jestem dorosły i mam 24 lata, ale nadal dziwnie się czułem gdy mam rozmawiać z kimś bliskim a zwłaszcza z mamą, podczas gdy cuchnąłem alkoholem.
-Hola mamá!- Krzyknąłem przez próg. Kręciło mi się głowie, i to cholernie. Dopiero po drodze alkohol dał mi o sobie znak w postaci zmiksowania mozgu i zrobienia z niego totalniej papki. Postanowiłem ruszyć szybko na górę do pokoju, żeby ukryć swój stan przed mamą. Byłem na nogach od samego rana, więc oczy mi się prawie same zamykały.
-Oye Vic! Przyjdź do mnie na sekundkę.-No nie, tylko nie to. Naprawdę mamo? Chwiejnym krokiem podszedłem do framugi i oparłem się o nią. Moja mam podniosła głowę znad krzyżówki.- Usiądź, mam dla ciebie świetną wiadomość.-Delikatnie podszedłem i usiadłem na krześle. Tylko glupi by nic nie zauważył.
- Co to za nowina? Już się boję.-Język mi się trochę plątał, ale dawałem jakoś radę.
-Och, nie ma czego. Dostałam dzisiaj telefon. Twój kuzyn, Matty, dzwonił. Razem z przyjacielem mieli przyjechać i zamieszkać w hotelu niedaleko naszego miasta. Niestety coś się stało z ich rezerwacją. Zapytał, czy możemy ich przenocować przez jakiś czas. Nie wiem, dlaczego nie zrobili tego wcześniej. Po co mieliby płacić, skoro my mieszkamy tak blisko?
-Naprawdę? To świetnie! Na ile przyjeżdżają?
-Cóż, wiem tyle, że jutro przylatuje jego przyjaciel, a Jack zawita do nas dopiero za dwa lub trzy tygodnie.
-W porządku, idę już spać. Dzięki, buenas noches, mamá.
-Poczekaj sekundę. Ten kolega będzie spał u ciebie w pokoju, Vic, tylko proszę, bez żadnych głupich tekstów. Chcemy, aby czuł się dobrze u nas w domu.
-Zaraz. Co?-Od razu wiedziałem o co jej chodzi i podniosłem się z siedzenia. Zdecydowanie zbyt szybko, gdyż poczułem, że wszystkie dzisiejsze trunki mieszają się ze sobą w moim żołądku i domagają się wyjścia na zewnątrz. Stanąłem w miejscu aby uspokoić zawroty głowy. Po chwili wszystko wróciło do normy. Oczywiście, jeżeli bycie pijanym zaliczało się do normy. Mama spojrzała na mnie karcąco.
-Skoro dobrze rozumuję mam spać w jednym pokoju z pedałem, tak?!
-Victor, błagam, uspokój się. Nie mam zamiaru dyskutować z Tobą na tak durne tematy . Amigo przyjeżdża jutro z rana i będzie spał na twoim łóżku, a tobie tata przyniesie materac z dołu.
-Mama..-Chciałem spróbować zmiękczyć jej serce, chociaż wiedziałem, że nie mam szans.
-Nic nie słyszę. Do tego, dopóki nie przyjedzie Matty musisz się nim trochę zająć. No wiesz, pokazać miasto, przedstawić znajomych i ogólnie sprawić, by się nie nudził.- Nie było już sensu tego kontynuować dyskusji, więc spuściłem głowę i wróciłem do pokoju. Umyłem się dość sprawnie i od razu zapadłem w sen nie chcąc już bardziej męczyć swojego organizmu. Rano obudził mnie ciężar brata, który wskoczył na mnie i na moje łóżko krzycząc bym się obudził. Natychmiast zrzuciłem go na ziemię.
-Mike, idioto! Całkiem ogłupiałeś? –Nakrzyczałem na niego i chwyciłem się za głowę. Czułem jakby coś w nią się wwiercało. Chwyciłem szklanek wody, która nie mam pojęcia jak znalazła się na moim stoliku i wypiłem jednym łykiem.
-Czyżby kacyk? – Zaczął śmiać się Mike .- Mama mówiła, że wczoraj w kuchni pomyliłeś krzesło ze stołem.- Naprawdę byłem wczoraj tak pijany? Przecież wszystko pamiętałem. Rozmowę z mamą i … No właśnie, rozmowę z mamą.
-Kiedy przyjeżdża gejaszek?-Spytałem.
-Vic! Nie mów tak na niego! No właśnie, radzę ci się pospieszyć, bo tata pije już kawę.-Codzienny ojcowski rytuał. Pobudka. Toaleta poranna. Śniadanie. Wiadomości. Gazeta. Kawa. Znałem to na pamięć. Zerknąłem na zegarek. 12:10 Cholera, kiedy to tak szybko minęło. Około pół godziny drogi na lotnisko, później czekanie na hali. Wiedziałem, że i tak spadnie na mnie odpowiedzialność odebrania chłopaka z ojcem, bo przecież to ja ”miałem się nim zająć”. Westchnąłem i podniosłem się z mojego ulubionego miejsca. Udałem się do łazienki, umyłem, uczesałem i wymodelowałem włosy, ubrałem i zszedłem na dół. Nie zdążyłem nawet zjeść śniadania, bo mój tata zakładał już buty. Każde dwie minuty czekania w samochodzie to dzień sprzątania domu. Dlatego wolałem się nie spóźniać. Podążyłem jego śladem.
-No no, nasza śpiąca królewna. Tyle że ona tyle nie balowała.- Powiedział i zaczął się śmiać.
-Tatoo..- Westchnąłem i zawiązałem swoje vansy. Gdy wyszliśmy wszystko było takie głośne, Samochody, światła, pies, trawa. Dosłownie całe otoczenie. Zauważyłem, ze Mike siedzi już wyszczerzony na przednim siedzeniu. Dla mnie to lepiej, będę mógł się rozłożyć z tyłu. Tak więc zrobiłem. Mrugnąłem i już znaleźliśmy się na miejscu. Magia.
-Idźcie, poczekam tu na was. – Mruknąłem spod czapki i oparłem się na drzwiach. Niestety, moje szczęście nie trwało zbyt długo, gdyż ów drzwi otworzył mój brat. Musiałem wykazać się nie lada refleksem by nie wypaść i wylądować na ziemi.
-Mierda! Mike, czy ty kiedyś zmądrzejesz?-Wrzeszczałem na niego odpychając go od siebie.
-Vic! Słownictwo! Twój brat dobrze postąpił. Idziesz z nami, bez dyskusji. –Mruknąłem coś pod nosem i ruszyłem za nimi. Skrzyżowałem ręce i wbiłem wzrok w podłogę. W odbiciu kafelek zobaczyłem napis COSTA. Podniosłem głowę i wtedy moim oczom ukazała się kawiarnia.
-Tato, wstąpię tylko po kawę. Zaraz was dogonię.
-Victor, nie idziesz, nasz gość nie może czekać. –Zakazał mi ojciec.
-Ale papo.. Nie jadłem śniadania!
-To wyłącznie twoja wina, synu.- Wywróciłem oczyma i zacząłem bawić się palcami. Zaabsorbowany nimi nie zauważyłem, że ktoś do nas podchodzi.
-Państwo Fuentes?- Do moich uszu doszedł delikatny, znajomy głos. Podniosłem głowę i zobaczyłem Jego. Kellina. Kellina Quinna Bostwicka. Wokalistę mojego ulubionego zespołu. Sleeping With Sirens, Kellina. Tak bardzo idealnego. Zaraz, zaraz. Co ja gadam? Jakiego?
-Wybierasz się gdzieś?-Spytała.
-Muszę wracać do domu, ale zadzwonię rano-ta, jasne, Victor.
-Zostawisz biedną Patrice samą?-Och, to tak miała na imię.
-Patrice będzie czekać na telefon i później będzie szczęśliwa.-Haha, no po prostu sam nie mogę z tego co właśnie mówię.
-No dobrze.- Wstała i owinęła się kołdrą. Dała mi całusa, a ja zapiąłem koszulę, poprawiłem włosy i wychodząc założyłem czapkę do tyłu. Zadowolony wyszedłem z jej domu. Tylko gdzie ja jestem? Przekląłem w myślach i uruchomiłem nawigację w telefonie, tam odnalazłem drogę do domu. Byłem dość pijany, więc było trochę ciężko, ale w końcu dotarłem. Było koło 1 w nocy. W kuchni paliło się światło. Zapewne to mama jeszcze nie spała. Stanąłem przed budynkiem żeby wypluć gumę, którą żułem, gdyż spodziewałem się, że moja rodzicielka jeszcze będzie na nogach. Wiem, że jestem dorosły i mam 24 lata, ale nadal dziwnie się czułem gdy mam rozmawiać z kimś bliskim a zwłaszcza z mamą, podczas gdy cuchnąłem alkoholem.
-Hola mamá!- Krzyknąłem przez próg. Kręciło mi się głowie, i to cholernie. Dopiero po drodze alkohol dał mi o sobie znak w postaci zmiksowania mozgu i zrobienia z niego totalniej papki. Postanowiłem ruszyć szybko na górę do pokoju, żeby ukryć swój stan przed mamą. Byłem na nogach od samego rana, więc oczy mi się prawie same zamykały.
-Oye Vic! Przyjdź do mnie na sekundkę.-No nie, tylko nie to. Naprawdę mamo? Chwiejnym krokiem podszedłem do framugi i oparłem się o nią. Moja mam podniosła głowę znad krzyżówki.- Usiądź, mam dla ciebie świetną wiadomość.-Delikatnie podszedłem i usiadłem na krześle. Tylko glupi by nic nie zauważył.
- Co to za nowina? Już się boję.-Język mi się trochę plątał, ale dawałem jakoś radę.
-Och, nie ma czego. Dostałam dzisiaj telefon. Twój kuzyn, Matty, dzwonił. Razem z przyjacielem mieli przyjechać i zamieszkać w hotelu niedaleko naszego miasta. Niestety coś się stało z ich rezerwacją. Zapytał, czy możemy ich przenocować przez jakiś czas. Nie wiem, dlaczego nie zrobili tego wcześniej. Po co mieliby płacić, skoro my mieszkamy tak blisko?
-Naprawdę? To świetnie! Na ile przyjeżdżają?
-Cóż, wiem tyle, że jutro przylatuje jego przyjaciel, a Jack zawita do nas dopiero za dwa lub trzy tygodnie.
-W porządku, idę już spać. Dzięki, buenas noches, mamá.
-Poczekaj sekundę. Ten kolega będzie spał u ciebie w pokoju, Vic, tylko proszę, bez żadnych głupich tekstów. Chcemy, aby czuł się dobrze u nas w domu.
-Zaraz. Co?-Od razu wiedziałem o co jej chodzi i podniosłem się z siedzenia. Zdecydowanie zbyt szybko, gdyż poczułem, że wszystkie dzisiejsze trunki mieszają się ze sobą w moim żołądku i domagają się wyjścia na zewnątrz. Stanąłem w miejscu aby uspokoić zawroty głowy. Po chwili wszystko wróciło do normy. Oczywiście, jeżeli bycie pijanym zaliczało się do normy. Mama spojrzała na mnie karcąco.
-Skoro dobrze rozumuję mam spać w jednym pokoju z pedałem, tak?!
-Victor, błagam, uspokój się. Nie mam zamiaru dyskutować z Tobą na tak durne tematy . Amigo przyjeżdża jutro z rana i będzie spał na twoim łóżku, a tobie tata przyniesie materac z dołu.
-Mama..-Chciałem spróbować zmiękczyć jej serce, chociaż wiedziałem, że nie mam szans.
-Nic nie słyszę. Do tego, dopóki nie przyjedzie Matty musisz się nim trochę zająć. No wiesz, pokazać miasto, przedstawić znajomych i ogólnie sprawić, by się nie nudził.- Nie było już sensu tego kontynuować dyskusji, więc spuściłem głowę i wróciłem do pokoju. Umyłem się dość sprawnie i od razu zapadłem w sen nie chcąc już bardziej męczyć swojego organizmu. Rano obudził mnie ciężar brata, który wskoczył na mnie i na moje łóżko krzycząc bym się obudził. Natychmiast zrzuciłem go na ziemię.
-Mike, idioto! Całkiem ogłupiałeś? –Nakrzyczałem na niego i chwyciłem się za głowę. Czułem jakby coś w nią się wwiercało. Chwyciłem szklanek wody, która nie mam pojęcia jak znalazła się na moim stoliku i wypiłem jednym łykiem.
-Czyżby kacyk? – Zaczął śmiać się Mike .- Mama mówiła, że wczoraj w kuchni pomyliłeś krzesło ze stołem.- Naprawdę byłem wczoraj tak pijany? Przecież wszystko pamiętałem. Rozmowę z mamą i … No właśnie, rozmowę z mamą.
-Kiedy przyjeżdża gejaszek?-Spytałem.
-Vic! Nie mów tak na niego! No właśnie, radzę ci się pospieszyć, bo tata pije już kawę.-Codzienny ojcowski rytuał. Pobudka. Toaleta poranna. Śniadanie. Wiadomości. Gazeta. Kawa. Znałem to na pamięć. Zerknąłem na zegarek. 12:10 Cholera, kiedy to tak szybko minęło. Około pół godziny drogi na lotnisko, później czekanie na hali. Wiedziałem, że i tak spadnie na mnie odpowiedzialność odebrania chłopaka z ojcem, bo przecież to ja ”miałem się nim zająć”. Westchnąłem i podniosłem się z mojego ulubionego miejsca. Udałem się do łazienki, umyłem, uczesałem i wymodelowałem włosy, ubrałem i zszedłem na dół. Nie zdążyłem nawet zjeść śniadania, bo mój tata zakładał już buty. Każde dwie minuty czekania w samochodzie to dzień sprzątania domu. Dlatego wolałem się nie spóźniać. Podążyłem jego śladem.
-No no, nasza śpiąca królewna. Tyle że ona tyle nie balowała.- Powiedział i zaczął się śmiać.
-Tatoo..- Westchnąłem i zawiązałem swoje vansy. Gdy wyszliśmy wszystko było takie głośne, Samochody, światła, pies, trawa. Dosłownie całe otoczenie. Zauważyłem, ze Mike siedzi już wyszczerzony na przednim siedzeniu. Dla mnie to lepiej, będę mógł się rozłożyć z tyłu. Tak więc zrobiłem. Mrugnąłem i już znaleźliśmy się na miejscu. Magia.
-Idźcie, poczekam tu na was. – Mruknąłem spod czapki i oparłem się na drzwiach. Niestety, moje szczęście nie trwało zbyt długo, gdyż ów drzwi otworzył mój brat. Musiałem wykazać się nie lada refleksem by nie wypaść i wylądować na ziemi.
-Mierda! Mike, czy ty kiedyś zmądrzejesz?-Wrzeszczałem na niego odpychając go od siebie.
-Vic! Słownictwo! Twój brat dobrze postąpił. Idziesz z nami, bez dyskusji. –Mruknąłem coś pod nosem i ruszyłem za nimi. Skrzyżowałem ręce i wbiłem wzrok w podłogę. W odbiciu kafelek zobaczyłem napis COSTA. Podniosłem głowę i wtedy moim oczom ukazała się kawiarnia.
-Tato, wstąpię tylko po kawę. Zaraz was dogonię.
-Victor, nie idziesz, nasz gość nie może czekać. –Zakazał mi ojciec.
-Ale papo.. Nie jadłem śniadania!
-To wyłącznie twoja wina, synu.- Wywróciłem oczyma i zacząłem bawić się palcami. Zaabsorbowany nimi nie zauważyłem, że ktoś do nas podchodzi.
-Państwo Fuentes?- Do moich uszu doszedł delikatny, znajomy głos. Podniosłem głowę i zobaczyłem Jego. Kellina. Kellina Quinna Bostwicka. Wokalistę mojego ulubionego zespołu. Sleeping With Sirens, Kellina. Tak bardzo idealnego. Zaraz, zaraz. Co ja gadam? Jakiego?